Rozważania

W Ruchu Światło- Życie, szczególnie w naszej diecezji, łatwo rozpoznać, kto jest z jakiej diakonii. Skąd to się bierze? W sumie ciężko to określić, bo w teorii ubieramy się podobnie, czyt. Każdy po swojemu, nie nosimy wielki tabliczek z hasłami typu: „Dzisiejszy dym sponsoruje DDL” albo „Wszystkie znaki na niebie i pięciolinii wskazują, że DDMuz nadchodzi” (taki tam suchar na rozluźnienie ;p). Jak nie baner, ani nie ubiór, to co? Może trochę zachowanie, może trochę inne tematy i inne słownictwo, no ja na przykład jak słyszę: synkopa, modulacja lub coda, zastanawiam się czy w ogóle są takie słowa. I teraz chciałbym się skupić na tym „zachowaniu”.

Moja refleksja związana jest ze słowami, które mogliśmy usłyszeć podczas Liturgii Słowa na dzisiejszej Eucharystii: „dotknął, uzdrowił i odprawił”. W trzech prostych słowach dowiadujemy się, co uczynił Jezus. Jednak to wydarzenie staje się mniej oczywiste, gdy cofniemy się parę wersów wcześniej.

W ostatnim czasie na nowo odkryłem jedną z kolęd, która do tej pory jakoś nie była mi bliska, a nawet chętnie bym ją pomijał przy różnych okazjach. Mowa tu o kolędzie „Nie było miejsca dla Ciebie”. Dlaczego tak nagle się przekonałem do tej kolędy? Bo znalazłem takie wykonanie, które do mnie trafiło, wykonanie TGD i Natalii Niemen, oczywiście jak zobaczyłem ten tytuł w spisie utworów na płycie, to powiedziałem: „ja tego utworu słuchać nie będę, bo tak się nie robi! Kto to widział łączyć „Dziwny jest ten świat” z kolędą, w ogóle jakim prawem używać tego utworu, do czegokolwiek, tego się nie rusza i koniec!”. Cóż jak już puściłem płytę i po prostu zapomniałem, że to jest czas na przewijanie, to się zaczęło i stwierdziłem, że jak leci to niech już leci. No i poleciało jeszcze z kilkanaście razy, a ja zacząłem odkrywać jak bardzo bogaty jest przekaz tych dwóch tekstów. Jak słucham, mam sto tysięcy myśli na sekundę, ale tu poruszę tylko to co najbardziej mnie dotyka. Nie będę robił podsumowania, dlatego w tym miejscu zachęcam Cię, wsłuchaj się i pomyśl, bo może znajdziesz tam wiele więcej.

Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy.

Co uczynił Pan Jezus z chciwością i zdradą Judasza? Co uczynił z ospałością i tchórzostwem apostołów i zaparciem się Piotra? Co uczynił z nienawiścią, obłudą i intrygą faryzeuszów, uczonych w Piśmie i arcykapłanów? Co z relatywizmem i uwikłaniem we władzę Piłata, głupotą i podłością Heroda i zaślepieniem tłumu? Co z okrucieństwem i sprośnością żołnierzy, z winą złoczyńców? Co Jezus uczynił z naszymi grzechami, z nasza utraconą wolnością?

Wierzę w jednego Boga,
Ojca Wszechmogącego,
Stworzyciela nieba i ziemi,
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.
I w jednego Pana Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego Jednorodzonego,
który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami.
Bóg z Boga,
Światłość ze Światłości,
Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony, a nie stworzony,
współistotny Ojcu,
a przez Niego wszystko się stało.
On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba.
I za sprawą Ducha Świętego
przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.
Ukrzyżowany również za nas
pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany.
I zmartwychwstał trzeciego dnia,
jak oznajmia Pismo.
I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca.
I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych,
a królestwu Jego nie będzie końca.
Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela,
który od Ojca pochodzi.
Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę;
który mówił przez Proroków.
Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół
Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów.
I oczekuję wskrzeszenia umarłych
i życia wiecznego w przyszłym świecie.
Amen.

Drodzy Bracia i Siostry!

„W czasie Wielkiego Postu chcę podzielić się z wami kilkoma refleksjami, które mogą wam być pomocne na drodze nawrócenia osobistego i wspólnotowego. Punktem wyjścia niech będą słowa św. Pawła: „Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9). Apostoł zwraca się do chrześcijan Koryntu, zachęca ich, aby szczodrze dopomogli wiernym w Jerozolimie, którzy są w potrzebie. Co mówią nam, współczesnym chrześcijanom, te słowa św. Pawła? Co znaczy dla nas dzisiaj wezwanie do ubóstwa, do życia ubogiego w rozumieniu ewangelicznym?”

Umacniajcie serca wasze (Jk 5, 8)

Drodzy Bracia i Siostry!

Wielki Post jest czasem odnowy dla Kościoła, wspólnot i poszczególnych wiernych. Przede wszystkim jednak jest "czasem łaski" (por. 2 Kor 6, 2). Bóg nie prosi nas o nic, czego by nam wcześniej nie dał: "My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował" (1 J 4, 19). Nie jesteśmy Mu obojętni. Zależy Mu na każdym z nas, zna nas po imieniu, troszczy się o nas i nas szuka, kiedy Go opuszczamy. Interesuje się każdym z nas; Jego miłość nie pozwala Mu być obojętnym na to, co nam się przydarza. Jednak bywa tak, że kiedy my mamy się dobrze i żyje się nam wygodnie, oczywiście zapominamy o innych (Bogu nie zdarza się to nigdy), nie obchodzą nas ich problemy, ich cierpienia i krzywdy, jakich zaznają..., wtedy nasze serce popada w obojętność - gdy ja mam się względnie dobrze i żyję wygodnie, zapominam o ludziach, którzy nie mają się dobrze. Ta egoistyczna postawa obojętności przybrała dziś rozmiary światowe, tak iż możemy mówić o globalizacji obojętności. Jest to problem, któremu jako chrześcijanie musimy stawić czoło.

Już w Protoewangelii (Rdz 3,14) czytamy o Bożej obietnicy posłania Mesjasza, który zgładzi nasze grzechy. Po wiekach oczekiwania pojawił się wyczekiwany Emmanuel. Obecnie z utęsknieniem wyglądamy Mesjasza. Adwent to nasz czas przygotowania na obchodzenie pamiątki Wcielenia oraz tygodnie, które pozwalają uszykować się na paruzję.

„Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 9,13)

Uczynki miłosierdzia w Roku Jubileuszowym

  1. Maryja, ikona Kościoła ewangelizującego, bo jest ewangelizowany.

W bulli ogłaszającej Jubileusz napisałem: „Niech Wielki Post w Roku Jubileuszowym będzie przeżywany jeszcze bardziej intensywnie, jako ważny moment, by celebrować miłosierdzie Boga i go doświadczać” (Misericordiae Vultus, 17). Przez wezwanie do słuchania Słowa Bożego oraz inicjatywę „24 godziny dla Pana” pragnąłem podkreślić prymat modlitewnego słuchania Słowa Bożego, zwłaszcza prorockiego. Miłosierdzie Boże jest bowiem przesłaniem skierowanym do świata, ale każdy chrześcijanin jest powołany do tego, by sam go doświadczać. Dlatego w czasie Wielkiego Postu roześlę Misjonarzy Miłosierdzia, aby byli dla wszystkich żywym znakiem Bożego przebaczenia i bliskości.

Pan Jezus zmartwychwstał! Z mocą i pokorą! Wstał tak jak wstaje słońce - cicho i potężnie i tak  jak ono Pan oświetla i rozgrzewa cały świat. Wstał z grobu z mocą bo jest Stworzycielem nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych; z pokorą bo nas miłuje. On jest Władcą królów ziemi i On  ma klucze śmierci i  Otchłani.  Choć został zabity, śmierć ducha nie miała do Niego dostępu, a władca tego świata nic swego w Nim nie miał. Syn Boży odzyskał ciało, które przyjął z Niepokalanej Dziewicy i ofiarował dla naszego zbawienia na mękę i śmierć. Odzyskał od Ojca Stworzyciela mocą Ducha Świętego do nowego życia w chwale i ku odnowie całej ludzkości i stworzenia.

Polska przez chrzest księcia Mieszka narodziła się z Ducha. Mieszkowe wyrzekam się i wierzę było kolejnym tak powiedzianym Bogu w dziejach języków, ludów i narodów i pierwszym tak powiedzianym w dziejach naszej ojczyzny. Przeminęła stara baśń i polanie usłyszeli dobrą nowinę. Przeminęli i przeminą wszyscy fałszywi prorocy, a Słowo Pana Jezusa i Jego Duch odnawiają przez Kościół oblicze tej ziemi.

Bóg stworzył świat. Dzieli się z nami światem jak wigilijnym opłatkiem. W Jego Ojcowskich rękach pozostają Słowo i Duch, a naszym oczom ukazuje się zachwycające stworzenie i my sami: mężczyzna i niewiasta - Jego obraz i podobieństwo. Stworzenie nie jest Bogiem, choć dla Niego i przez Niego wszystko zostało stworzone. Bóg stworzył świat dla człowieka, a człowieka dla siebie, aby w nim zamieszkać i podnieść do godności dziecka  Bożego. Stworzenie świata to wigilia wcielenia Słowa, a po grzechu odkupienia i zmartwychwstania; to zapowiedź Ducha Ożywiającego… tryumfu Trójcy Przenajświętszej we wszystkim co istnieje.

Nie mam selfie z papamobile, nie mam selfie z biskupem z drugiego końca świata (w sumie nie mam selfie z żadnym biskupem, bo i po co?), ani nawet zdjęcia z ołtarzem ŚDM w tle. Może to dlatego, że jestem w Lubsku, a tekst o trwającym spotkaniu w Krakowie piszę siedząc wygodnie w fotelu. Jednak czy to nie daje mi prawa do wypowiadania się, czy też rozważania tego co mogę zaobserwować te kilkaset kilometrów dalej? Myślę, że pomimo tego, że „nie czuję tej atmosfery” i nie podchodzę do tego emocjonalnie, nie odbiera mi tej możliwości.

Jak wygląda mój dzień od 2-3 dni? Rano wstaję robię kawę (bo wiecie bez tego można żyć, tylko po co sobie tę przyjemność odbierać?), włączam telewizor - co by w ciszy nie siedzieć – a w telewizji leci relacja z pobytu Ojca Świętego i jakoś nie czuję potrzeby zmiany kanału, chociaż wiem, że na pewnym kanale leci akurat jeden z ulubionych sitcomów. Potem trochę pracy, może rower, jakaś gra. I w końcu przychodzi popołudnie, i w telewizji znów leci „Papież”, potem wiadomości, no i przenosimy się na Franciszkańską. I tak mija mi ten tydzień, oczywiście szału nie ma, no i też jakoś niewiele rzeczy przykuwa moją uwagę, ot oglądam, bo może akurat… Inną kwestią jest to, że sposób w jaki naucza Franciszek trafia do moich przyjaciół, znajomych, najbliższych, a do mnie jakoś mniej. Jednak dzisiaj przez ponad godzinę byłem wpatrzony i „zasłuchany”, po prostu wizyta papieża w KL Auschwitz i ta cisza, która tam panowała, zastąpiła wszystkie słowa, które i tak pewnie by na mnie nie wpłynęły. Ta cisza, aż KRZYCZAŁA!

Czemu akurat cisza? A nie katecheza z okna w Pałacu Arcybiskupów albo jakieś przemówienie na Błoniach? Od jakiegoś czasu zauważyłem, że w moim życiu duchowym jestem na etapie, w którym to właśnie cisza działa najmocniej i wyraża wszystko. To właśnie w ciszy jest mi najprościej przekazać to co myślę, wyrazić siebie czy zebrać te wszystkie myśli, które krążą w mojej głowie (a wcale nie jest ich mało i nie zawsze są łatwe i przyjemne). Taki trochę paradoks – gaduła, która non stop słucha muzyki (nie ruszam się z domu bez słuchawek) – mówi o tym jak lubi ciszę. Kiedyś tak było, że modlitwa, to najlepiej uwielbienie z głośną muzyką i śpiewem (bez tańca, no ale jednak), a jak jakieś teksty na adoracji, to zawsze jak najwięcej, żeby przerw nie było. A teraz? Wieczór uwielbienia, pójdę pomodlę się, może pośpiewam, ale zaraz zacznę się męczyć. Adoracja? No jakieś wprowadzenie, rozważanie jakaś pieśń, ale ciszy to im więcej tym lepiej, więc męczą się inni. Co zaobserwowałem w ostatnim czasie? My tej ciszy nie doceniamy! Z Liturgii ją wypchnęliśmy, z naszego życia też, w kontaktach z drugim człowiekiem się jej nawet boimy! A to czego nauczyła mnie pedagogika (nawet jak narzekam jakie to złe i bezużyteczne studia, to mi nie wierzcie), to właśnie to, że trzeba umieć milczeć z drugim człowiekiem, bo milczenie ma ogromne znaczenie w rozwiązywaniu i pokonywaniu trudności. My się jej pozbywamy, a tu przychodzi papież Franciszek i milczy. Dzień wcześniej słyszymy „róbcie hałas!”, a tu taki obraz. Modli się w ciszy, przechodzi w ciszy. Cała wizyta w Niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym w Auschwitz i w Birkenau, była pod znakiem ciszy. Ciszy, która wołała! Mnie to dotknęło, że tak energiczna osoba, która zawsze wie co powiedzieć, tu po prostu milczy. Czym było to milczenie? Dla mnie wyrazem tego, jak ciężko jest opisać słowami to miejsce, te wydarzenia, których świadkami były te mury. Ale cisza to także zasłuchanie i rozpacz, rozpacz tego jak wiele cierpień mógł zgotować człowiek drugiemu człowiekowi, chociaż może wtedy zapomnieliśmy co to znaczy człowieczeństwo…

My też spróbujmy czasem trochę pomilczeć i dać działać Temu, który działa w ciszy.

Tomasz Dragańczuk

Jak co roku wielu z Nas wybierze się na cmentarze by oddać cześć bliskim zmarłym stawiając znicze i modląc się nad ich grobami, szczególnie pierwszego listopada. Często będąc na cmentarzu wielu z Nas zastanawia się, dlaczego odprawiana tam Msza Święta jest sprawowana w białych kolorach szat liturgicznych. Przecież gromadzimy się by wspomnieć zmarłych, więc powinny być fioletowe kolory szat. Tego dnia wspominamy Wszystkich Świętych, nawet tych nieznanych, którzy leżą na cmentarzach. W pierwszej prefacji o zmarłych słyszymy: „W Nim zabłysła dla nas nadzieja chwalebnego zmartwychwstania * i choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, * znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności. * Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, * i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, * znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie.”. Przez to my wierzymy, że znajdują się w domu przygotowanym przez naszego Boga, dlatego tego dnia Kościół raduje się i kolor szat jest biały.

W kalendarzu widnieje już data 16 grudnia, na wieńcu adwentowym pozostała już tylko jedna niezapalona świeca, a w brewiarzu od jutra używać będziemy już innych hymnów. Te wszystkie elementy wraz z Wielkimi Antyfonami mówią nam, że czas Adwentu już się kończy i rozpoczynamy bezpośrednie przygotowanie do Uroczystości Narodzenia Pańskiego. Myślę, że to dobry moment aby na chwilę zatrzymać się i spojrzeć na ten miniony czas.